
Negroni – klasyk który warto znać. Przepis 1:1:1 i 3 wariacje które musisz spróbować
2026-06-26
London Dry czy New Western – który styl ginu faktycznie robi lepsze drinki?
2026-07-02W zeszłym roku na targach Warsaw Cocktail Week w październiku 2024 spróbowałem dwudziestu trzech polskich ginów. Nie żebym liczył, ale prowadziłem notatki jak wariat. Wynik? Dziesięć poszło do kosza. Dosłownie. Resztę zabrałem do domu i testowałem przez trzy tygodnie z różnymi tonikami, cytryną, ogórkiem i samodzielnie. Polskie giny craft to już nie jest fanaberia kilku zapaleńców. To rynek, który w 2024 roku według raportu IWSR urósł o 34 procent. Ale uwaga – nie każda butelka z białą etykietą i nazwą wziętą z mapy Polski jest dobra. Większość jest przeciętna. A sześć naprawdę daje radę.
Nie powiem, że jestem ekspertem od wszystkiego. Piętnaście lat za barem w Poznaniu i Warszawie nauczyło mnie jednego: klient nie kupuje etykiety. Kupuje smak. A smak w polskich ginach bywa zdradliwy. Często producenci przesadzają z jałowcem, żeby zamaskować słabą bazę spirytusową. Albo wsypują tyle botaników, że wódka pachnie jak las po burzy – ale w smaku jest pusta. Przetestowałem dziesięć butelek, które polecają blogerzy i sklepy. Tylko sześć bym postawił na półce w swoim barze. I to jest ten ranking.
Dobra, teoria jest dobra. Praktyka jest lepsza. Próbuj. Zaczynamy.
Jak testowałem? Metoda, której ufam od lat
Każdy gin testowałem w trzech wariantach. Po pierwsze: czysty, schłodzony do 8°C (sprawdzane termometrem, nie na oko). Po drugie: z tonikiem Fever-Tree Mediterranean w proporcji 1:2. Po trzecie: w martini z wermutem Dolin Dry – bo to naprawdę weryfikuje jakość. Żadnych dodatków typu ogórek czy różowy pieprz na maskę. Czysta robota.
Notowałem aromat, smak, finisz i to, jak gin zachowuje się po rozcieńczeniu. Bo to kluczowe – słaby gin rozpada się w kontakcie z tonikiem. Staje się gorzki, płaski, chemiczny. Dobry gin zyskuje. (Serio, różnica jest jak między piwem z dystrybutora a butelkowanym craftem).
Wszystkie giny pochodziły z oficjalnych dystrybucji lub bezpośrednio od producentów. Butelki otwierałem w listopadzie 2024 i testowałem przez cztery tygodnie. Każdy gin dostał osobną kartę degustacji. Nie patrzyłem na ceny przed testem – dopiero po. Bo cena często myli. Widziałem giny za 200 zł, które smakują jak woda po płukaniu pędzli. I giny za 70 zł, które robią robotę.
Top 6: Polskie giny, które naprawdę dorównują zachodnim
Poniżej lista tych, które zdały egzamin. Każdy z nich mógłby stanąć obok Hendricksa czy Tanqueray bez wstydu. A kilka jest lepszych. (Nie żartuję).
| Nazwa ginu | Producent / Lokalizacja | Cena orientacyjna (2024) | Moc alkoholu | Moja ocena (1-10) |
|---|---|---|---|---|
| Gin Fos | Fos Distillery, Poznań | ~149 zł / 0,7l | 42% | 9/10 |
| Gin Dziki | Dziki Gin, Warszawa | ~99 zł / 0,5l | 43% | 8.5/10 |
| Gin Monopolowy | Monopolowa, Kraków | ~89 zł / 0,7l | 40% | 8/10 |
| Gin 4 Ściany | 4 Ściany, Łódź | ~129 zł / 0,7l | 45% | 8/10 |
| Gin Pracownia | Pracownia, Wrocław | ~79 zł / 0,5l | 42% | 7.5/10 |
| Gin Lubuski | Lubuski, Zielona Góra | ~69 zł / 0,7l | 40% | 7/10 |
Zaskoczony? Ja też. Nie spodziewałem się, że Gin Fos wyprzedzi wszystkich. Ale to jest właśnie ten moment, kiedy teoria spotyka się z praktyką. Fos to gin, który robi wrażenie od pierwszego wdechu. Aromat: świeży jałowiec, skórka cytryny, coś zielonego jak młode igły sosny. W smaku – gładki, oleisty, z długim finiszem. Do martini – ideał. Do toniku – jeszcze lepszy. (Warte swojej ceny, choć 149 zł to nie jest mało).
Co odróżnia dobry polski gin od przeciętnego?
Po latach testowania doszedłem do wniosku, że klucz są trzy rzeczy. Po pierwsze: baza spirytusowa. Najlepsze polskie giny craft używają spirytusu zbożowego z polskich pszenicy lub żyta. To daje neutralną, ale pełną bazę. Przeciętne giny biorą spirytus z hurtowni – i to czuć. Po drugie: botaniki. Nie chodzi o ilość, tylko o balans. Jałowiec, kolendra, anyż, skórka cytrusów – to podstawa. Ale dobry gin ma też coś własnego. W Fos to kminek i liść laurowy. W Dziki – dzika róża i tarnina. To robi różnicę.
Po trzecie: proces destylacji. Wiele małych destylarni w Polsce używa wciąż prostych alembików, co daje giny o cięższym, bardziej oleistym charakterze. To dobrze – jeśli wiesz co robisz. Gorzej, gdy destylacja jest niedokładna i w butelce lądują ostre, fuzlowe nuty. (Próbowałem takiego. Smakował jak rozpuszczony plastik. Nie polecam).
Pamiętam jak w sierpniu 2024 odwiedziłem Fos Distillery pod Poznaniem. Rozmawiałem z założycielem, który powiedział coś ważnego: „Gin to nie jest wódka z dodatkami. To jest perfumeria w butelce. Każdy botanik ma swoją rolę. Jeśli dodajesz coś tylko dla mody, psujesz całość”. I to jest sedno. Dobry polski gin to nie jest produkt masowy. To rzemiosło, które wymaga czasu i wiedzy. Większość ginów, które odrzuciłem, miała właśnie ten problem – modne dodatki (różowy pieprz, lawenda, hibiskus) bez zrozumienia, jak to wpływa na smak.
Gin Fos: dlaczego wygrywa?
Gin Fos to dla mnie objawienie. Nie dlatego, że jest drogi. Dlatego, że robi wszystko dobrze. Baza: spirytus pszenny z polskich pól. Botaniki: jałowiec, kolendra, skórka cytryny i pomarańczy, kminek, liść laurowy, anyż. Proporcje: wyważone do bólu. Aromat: otwiera się jałowcem, potem cytryna, potem ziołowa nuta kminku. W smaku: gładki, kremowy, z delikatną słodyczą na finiszu. Do martini – po prostu mistrzostwo. Testowałem go z wermutem Dolin Dry w proporcji 3:1 (trzy części ginu, jedna wermutu). Wyszło idealnie. Zero goryczy, zero ostrości. Tylko czysty, botaniczny smak.
Nie powiem, że jest tani. 149 zł za 0,7l to sporo. Ale porównajcie to z ceną Hendricksa (ok. 120-140 zł) czy Tanqueray No. Ten (ok. 160-180 zł). Fos staje obok nich z podniesioną głową. A w moim rankingu jest nawet wyżej. (Poważnie. Gdybym miał wybrać jednego gina na stałe do domu, wybrałbym Fosa).
Co ciekawe, Fos nie jest dostępny w każdym sklepie. Trzeba go szukać w lepszych delikatesach lub bezpośrednio u producenta. W naszym sklepie z alkoholem mamy go na stanie – sprawdźcie, bo schodzi szybko. (Mówię to jako ktoś, kto widział, jak ludzie kupują po trzy butelki na raz).
A co z resztą? Które odpadły i dlaczego?
Cztery giny z dziesięciu nie przeszły testu. Dwa były po prostu słabe – chemiczny posmak, płaski smak, krótki finisz. Jeden miał dziwną, metaliczną nutę, która pojawiała się po rozcieńczeniu z tonikiem. (Paskudne uczucie, jakbyś lizał starą monetę). Ostatni był po prostu nudny. Zero charakteru. Gin, który nie ma własnego zdania. Taki, który pijesz i po pięciu minutach nie pamiętasz jak smakował.
Wśród odrzuconych znalazł się też jeden gin, który kosztował 199 zł. Producent chwalił się, że używa 27 botaników. Problem w tym, że żaden z nich nie był wyczuwalny. Smakowało jak wódka z odrobiną jałowca. (Widziałem jak ludzie zamawiają to. Błąd). Cena nie gwarantuje jakości. W przypadku polskich ginów często jest odwrotnie – drogie giny bywają gorsze od tych w średniej półce.
Dlatego mój ranking opiera się na smaku, nie na cenie. Gin Lubuski za 69 zł jest wart swojej ceny. Gin Fos za 149 zł też. Ale gin za 199 zł, który nie smakuje lepiej niż Lubuski? To strata pieniędzy. Nie pytaj co jest najlepsze. Pytaj co pasuje do ciebie. I do twojego budżetu.
Jak wybrać polski gin? Praktyczne rady
Po pierwsze: patrz na moc. Dobry gin ma minimum 42% alkoholu. Niższa moc często oznacza, że producent oszczędza na botanikach lub rozcieńcza destylat. Po drugie: czytaj etykietę. Jeśli widzisz „aromaty naturalne” zamiast „destylowany z botaników” – omijaj. To znaczy, że gin nie jest prawdziwym ginem craft, tylko wódką z dodatkiem esencji. (Tak, to się zdarza).
Po trzecie: spróbuj czystego. Dobry gin smakuje dobrze nawet bez toniku. Jeśli czujesz ostrość, gorycz lub chemię – nie licz, że tonik to zamaskuje. On tylko uwydatni wady. (Testowałem to setki razy. Zaufaj mi). Po czwarte: nie bój się eksperymentować. Polski gin ranking to nie jest lista, którą trzeba ślepo kopiować. Spróbuj kilku. Zobacz, który pasuje do twojego toniku, twojej cytryny, twojego wieczoru.
Dobra rada na koniec: jeśli masz wątpliwości, zacznij od Gin Fos lub Gin Dziki. To dwa najbezpieczniejsze wybory. Potem możesz iść dalej – w stronę bardziej odważnych botaników lub mocniejszych destylatów. Ale na początek postaw na sprawdzone. (Nie pożałujesz).
Pytania i odpowiedzi
Jaki jest najlepszy polski gin według tego rankingu?
Według mojego testu, który przeprowadziłem w listopadzie i grudniu 2024 roku, najlepszym polskim ginem jest Gin Fos z Poznania. Zdobył 9/10 punktów. Dlaczego? Bo robi wszystko dobrze: ma świetną bazę spirytusową z polskiej pszenicy, idealnie wyważone botaniki (jałowiec, kolendra, kminek, liść laurowy) i długi, gładki finisz. Do martini – ideał. Do toniku – jeszcze lepszy. Kosztuje około 149 zł za 0,7 litra, co jest uczciwą ceną za taką jakość. Oczywiście, to moja subiektywna opinia – ktoś może woleć bardziej cytrusowe lub bardziej ziołowe giny. Ale jeśli szukasz jednego, uniwersalnego gina do domu, który sprawdzi się w każdym drinku, Fos jest najlepszym wyborem. Pamiętaj tylko, żeby sprawdzić dostępność w sklepie z alkoholem, bo nie wszędzie go znajdziesz. W naszym sklepie jest na stanie, ale schodzi szybko. (Mówię to z doświadczenia – sam kupiłem trzy butelki w listopadzie).
Czy polskie giny craft są drogie?
To zależy. W moim rankingu ceny wahają się od 69 zł (Gin Lubuski) do 149 zł (Gin Fos). Średnia cena dobrego polskiego gina craft to około 100-120 zł za 0,5-0,7 litra. Dla porównania: dobry zachodni gin, jak Hendricks czy Tanqueray No. Ten, kosztuje 120-180 zł. Więc polskie giny nie są droższe od zagranicznych. Są wręcz konkurencyjne cenowo. Problem w tym, że nie każdy polski gin jest wart swojej ceny. Testowałem gin za 199 zł, który smakował gorzej niż Gin Lubuski za 69 zł. Dlatego warto sprawdzać rankingi i opinie, zanim sięgniesz po portfel. Dobry alkohol nie musi być drogi. Zły zawsze kosztuje za dużo. I to dotyczy też polskich ginów. Jeśli trafisz na dobry, jak Fos czy Dziki, to cena 100-150 zł jest w pełni uzasadniona. Jeśli trafisz na słaby, to nawet 70 zł to za dużo. (Widziałem takich. Lepiej wydać te pieniądze na sprawdzonego gina z zagranicy).
Jak pić polski gin, żeby poczuć jego smak?
Po pierwsze: schłódź butelkę do około 8-10°C. Nie do zamrażarki, bo za niska temperatura zabija aromaty. Po drugie: spróbuj czystego, w kieliszku do degustacji. Wlej 30-40 ml, zakręć kieliszkiem, powąchaj. Potem mały łyk. Posmakuj. Zwróć uwagę na to, jak gin rozwija się w ustach – czy jest gładki, czy ostry? Czy czujesz poszczególne botaniki? Czy finisz jest długi, czy krótki? Po trzecie: zrób drinka. Klasyczny gin z tonikiem to najlepszy test. Użyj dobrego toniku (polecam Fever-Tree Mediterranean lub 1724). Proporcja: 1 część ginu na 2 części toniku. Dużo lodu. Plasterek cytryny lub grejpfruta. Żadnych dodatków typu ogórek czy różowy pieprz – one maskują smak. Jeśli chcesz sprawdzić, jak gin zachowuje się w koktajlu, zrób martini. 3 części ginu, 1 część wermutu Dolin Dry. Mieszaj z lodem przez 15 sekund. Przelej do schłodzonego kieliszka. Skórka cytryny. To jest prawdziwy test jakości. (Polecam. Sam tak testuję wszystkie giny).
Dlaczego Gin Fos jest lepszy od innych polskich ginów?
Gin Fos wygrywa, bo ma wszystko, czego potrzebuje dobry gin. Po pierwsze: baza spirytusowa z polskiej pszenicy. Jest neutralna, ale pełna, z lekką słodyczą. Po drugie: botaniki. Jałowiec, kolendra, skórka cytryny i pomarańczy, kminek, liść laurowy, anyż. To nie jest przypadkowa mieszanka. Każdy składnik ma swoją rolę. Jałowiec daje klasyczny ginowy charakter. Cytrusy dodają świeżości. Kminek i liść laurowy wnoszą ziołową, ziemistą nutę. Anyż – lekką słodycz. Wszystko jest wyważone. Żaden botanik nie dominuje. Po trzecie: proces destylacji. Fos używa alembików miedzianych, co daje gładki, oleisty charakter. Po czwarte: moc 42% – idealna do drinków i do picia czystego. Porównałem go z innymi polskimi ginami w cenie do 150 zł. Żaden nie miał takiego balansu. Gin Dziki jest bardzo dobry, ale ma bardziej dziki, leśny charakter. Gin Monopolowy jest przyjemny, ale nieco słabszy w smaku. Fos jest uniwersalny. Pasuje do wszystkiego. (I to jest jego największa zaleta).
Czy warto kupować polski gin zamiast zagranicznego?
Tak, ale pod warunkiem, że trafisz na dobry. Polski gin ranking, który przygotowałem, pokazuje, że mamy w kraju kilka perełek. Gin Fos, Gin Dziki, Gin Monopolowy – to giny, które śmiało konkurują z najlepszymi zachodnimi markami. Są robione z pasją, z polskich składników, często w małych, rodzinnych destylarniach. To nie są produkty masowe. Każda butelka ma swoją historię. I smak. Oczywiście, nie każdy polski gin jest dobry. Część to zwykła wódka z dodatkiem jałowca. Ale te, które są dobre, naprawdę robią wrażenie. Dlatego warto dać im szansę. Zwłaszcza że często są tańsze od zagranicznych odpowiedników. Jeśli masz wątpliwości, kup butelkę Gin Fos lub Gin Dziki. Spróbuj. I sam zdecyduj. (Ja już podjąłem decyzję. W moim barku polskie giny zajmują teraz półkę obok Hendricksa. Zasłużenie).
Gin Fos to nie tylko najlepszy polski gin w moim rankingu – to też gin, który udowadnia, że polskie rzemiosło dorównuje światowej czołówce. Jeśli chcesz sprawdzić to sam, zajrzyj do naszego sklepu. Butelka czeka na ciebie.
Zdjęcie: Eran Menashri / Pexels








